| Piękni i mądrzy |
![]() Piękni i mądrzy - to rzadki w Teatrze Jednego Wiersza spektakl o "tematyce społecznej". Jest on jednak przefiltrowany przez specyficzne, poetyckie spojrzenie tego teatru. Poetyckie ale jednocześnie głęboko ironiczne. W ciemności widzimy słabo oświetlone fragmenty twarzy, które to pojawiają się, to znikają - w słabych smugach światła, jakby za mgłą widzimy wyraźniejsze już postacie - są one zamknięte w półprzeźroczystych kokonach - wykonują jakieś czynności, dokądś dążą, lecz stale napotykają barierę ścian. W rytm narastającej muzyki postacie próbują się wydostać, wyrwać z zamkniętej przestrzeni. Coraz rozpaczliwiej. Wreszcie rozrywają kokony, wydostając się na wymarzoną wolność. Zachłystują się nią dosłownie i w przenośni. Nareszcie słyszymy ich głosy, mogą mówić, działać - są wolni. Lecz słowa które padają w tej wymarzonej wolności to stek sloganów gazetowo poradnikowych, których kwintesencją jest zdanie "jakie to szczęście, że mogę żyć w tym kraju, gdzie nikt do mnie nie strzela" - wywalczona z takim trudem rzeczywistość musi być wspaniała. Przecież sami tego chcieliśmy, o to walczyliśmy. Nie wypada być niezadowolonym, więc jesteśmy zadowoleni - mamy nowe towary, samochody, idee, mężów. Staramy się, bardzo się staramy nie zastanawiać się, nie widzieć, nie myśleć. Szczególnie boleśnie uderzająca jest scena w której nagi człowiek podnosi leżącą dziewczynę - tuli ją do siebie wpatrzony w przestrzeń. Jego pełna wyrazu twarz jest twarzą człowieka - po chwili muzyka zmienia rytm, dziewczyna podnosi się, oboje objęci, rozchichotani wychodzą. Lecz mężczyzna to już nie człowiek, to zwyczajny goły facet. Narasta tempo spektaklu - postacie z wózkami z supermarketów zapełniają świat (lub świat kurczy się do supermarketów?), tam rozgrywa się życie, pije się herbatki, niańczy dzieci - absurd narasta. Cięcie - ciemność. W delikatnych smugach światła pojawiają się twarze - ludzkie twarze- rozglądają się - może dziwią - obserwują. Krystyna Kozłowska |





