TJW

Wieści z teatru

  • Zaproszono nas na

    festiwal do Kanady !

    Pomóżcie nam kupić bilety

    lotnicze !

    Darowizna mile widziana !

    Dziękujemy !

     

Placebo, czyli technologia gestu

motto: Bo tylko to co jest odnalezione i zapisane może być odtworzone i… niezapomniane.
< ja>

Są takie chwile, że wątpimy. Gubimy cel i mylimy drogę. Jesteśmy rozdarci pomiędzy zwierzęcą koniecznością i szukaniem sensu w ideach i marzeniach. Lekarstwem jest kultura i tradycja? Pozornie. W chwilach szczególnych okazuje się, że to tylko kulturowe placebo, że powtarzamy tylko wyuczone, puste gesty. A odkrywamy to kiedy uświadamiamy sobie, że nawet czułość może nie być bezinteresowna.

Technologia gestu:
  • nieciągłości można odnajdywać „szukaczem” a utrwalać oczywiście „zapisywaczem”, ale żeby móc uruchomić „szukacza” i „zapisywacza” trzeba będzie przywołać i przeprowadzić cały rytuał, w nawiązaniu do kulturowych i pierwotnych rytuałów otwarcia, kluczy, bram, wrót, czasami magicznych czynności i gestów zawsze, kiedy będzie podejmowane jakiekolwiek działanie wobec „szukacza” i „zapisywacza”, w końcu połączone w rodzaj arki - „odtwarzacza”, a pomiędzy będzie ożywać lub się utożsamiać „nosiciel” jako „bezinteresowna czułość”;
  • każdy gest dopracowany, powtarzany przecież setki razy, gest nieomal misteryjny - doprowadzony do perfekcji; ale gest milionowy trzeba usprawiedliwić żeby nieustannie był szczery, dlatego trzeba będzie wesprzeć go mówioną, może śpiewaną instrukcją obsługi, powtarzaną jak mantra - żeby broń Boże nie pomylić się, nie zapomnieć; gesty podpowiadane i powtarzane przez współobecnych np. gesty: obmycia, oczyszczenia, zapomnienia i przypominania, przenicowania stroju w rytualny, gesty uwznioślone intencją ważności i upodlone codziennością wkładania i zdejmowania gaci - tyle samo ważą w tym misterium, gesty otwierania „szukacza” i zamykania umysłu na niedomówienia, gesty dostrajania przyrządów „zapisywacza” dopowiadane rytualną wyliczanką, gesty odnalezione w kieszeniach, rękawach i zakamarkach ubioru i pamięci, stają się napędem, chwilowym dopływem energii, potem zapomniane przez kolejne, wyłuskane z buta czy tajemnej szuflady, gesty uwznioślone będą przyjmowały kierunek pionowy, natomiast upodlone równolegle do ziemskiej codzienności – wektor poziomy; tej zasady obecni będą przestrzegać za wszelką cenę.
Placebo:

Konflikt będzie rozgrywał się pomiędzy Szukaczem a Zapisywaczem, którzy będą zachwalać i przekonywać o wyższości swojego punktu widzenia: dla Szukacza to droga będzie najważniejsza a dla Zapisywacza oczywiście cel! Choćby wyznaczenie miejsca postoju, kierunku badania, określenie pierwszeństwa:

- Wyznaczmy cel! Mówi jeden.

- Nie! Musimy przejść tą drogę, cel ujawni się sam! Chce drugi.

- Przecież wszystko już dawno zostało powiedziane, cel będzie zwieńczeniem, sumą naszych doświadczeń, wypadkową tradycji i kultury!

- Bzdura! Doświadczenia zbieramy w wielkim wysiłku, w potykaniu się i podnoszeniu – musimy tylko zacisnąć pasa, szczęki, nastawić łokcie i do przodu…w drogę! A ile będzie narzekania na obolałe plecy, zmęczone nogi i zdrętwiałe palce. Na nieznośny ciężar i los, cokolwiek by to znaczyło. Ale i na przemoczone onuce, na suchość w gardle, czy spleśniałą kromkę chleba. Na konieczność i nieuchronność spotykania innych – A tak było dobrze w samotności! Po co mi to było! To ich spotkanie jest dużym zaskoczeniem, niemożliwym prawie do zdarzenia. Bardzo wyjątkowym. A jednak, stało się. Raz na milion.

Kiedy natomiast objawi się Nosiciel Noszący Bezinteresowną Czułość, będzie łagodził te napięcia ale też będzie powodem konfliktów, bo przecież: - Czułość jest elementem drogi! Twierdzi pierwszy!

- Ależ skąd, jest nagrodą czekającą na wytrwałych u celu! Wieszczy drugi!

W końcu okaże się ich wyrzutem sumienia i katalizatorem przemian. Dla jednego strach i niepewność stanie się motorem do podjęcia jeszcze większego wysiłku w mozolnym i upartym dążeniu do… - Jestem silny, czuje, że dam radę! Dla drugiego okaże się egzystencjalną tragedią, która nie pozwoli na podjęcie żadnych więcej działań do czasu gdy zrozumie / - Świadomość celu jest cenniejsza niż mój ból! / jaką wielką cenę płacą oni i …Nosiciel. To On będzie nie tylko rozdarty pomiędzy nimi, ale też będzie zadawał sobie nieustannie pytania:

- Dlaczego tak na mnie patrzą jakby zobaczyli mnie po raz pierwszy? Przecież znamy się ! Prawda? Czego ode mnie chcą? Co mnie tu trzyma?

Co mogę im dać, żeby mnie pamiętali, żeby mnie chcieli, żeby zachować swoją godność i wolność?

 

W swojej zaskakującej obecności będzie podpowiadał i przypominał zapomniane ale i niechciane obrazy. Będzie wspomnienia kładł na ich drodze, przed zamglone oczy.

Jak szkło pod bose stopy. A potem łagodził ból przepowiedniami i radosnymi wizjami przyszłości.
Jeden i drugi w końcu uświadomią sobie, jak niewiele widzieli, jak niewiele wiedzą. Przecież poświęcili wszystko. Nie pamiętają kiedy i jak to się zaczęło. Zapomnieli nawet po co? Oczywiście postawią sobie pytanie: Kim są? Co tu robią ? Ale: Po co? Tego już nie są w stanie wyartykułować. Zobaczą jednak, jak zostali wmanewrowani w samonapędzający się mechanizm - Perpetuum czasu i przestrzeni. Ciche modlitwy i poszeptywania jednego, zawodzenia i płacz pod ścianą drugiego, okażą się tylko odpryskiem rozpadającej się cielesności i bezradnej kultury po równo. To co będzie dla nich objawieniem, to nieuświadomione, niedomówione, nieciągłe - „zobaczą” to czego inni nie mogą albo nie chcą widzieć – choćby nieistniejące, nieożywione idee.

Zabłysną im oczy w chwili kiedy połączą siły, kiedy zbudują Wielkiego Zimnonóżkowego Odtwarzacza, na chwilę w nim zjednoczeni, boleśnie przemienieni…pójdą dalej „szukać” i „zapisywać”. Mając w pamięci przyszłe spotkanie?
Największe rozczarowanie przeżyje Nosiciel. To On dojdzie do wniosku, że: - Kiedy chcę dobrze dla jednego, muszę coś poświęcić a potem odzyskać od drugiego.

Kiedy jednemu mówię: bądź sobą, uwierz, przecież wystarczy być… drugiemu słodzę jaki jest mądry, jaką ma wiedzę, jak jego inteligencja mnie poraża…nie to chciałem powiedzieć, przecież kłamię… jestem nikim, jestem podły, nie chce ich krzywdzić… czy muszę być dla jednego nadzieją, dla drugiego nagrodą? Zakąską i głównym daniem? Sługą i Panem? Posługaczem i szmatą równocześnie? Jestem…Bezinteresowną Czułością? Niejasne przeczucie nadziei? Ta niepewność sprawia, że Bezinteresowna Czułość jest ciężarem, brzemieniem i cierpieniem jednocześnie dla nas wszystkich.

Krzysztof Żyliński

TJW